poniedziałek, 11 września 2017

Życie w zakonie

                   „Życie w naszym zakonie jest całkowicie nastawione na zjednoczenie z bogiem w ustawicznej modlitwie i kontemplacji” – czytamy w konstytucjach. Dlatego w tym niezwykłym miejscu jest bardzo dużo modlitwy, zarówno indywidualnej, jak i wspólnotowej.
                 Dzień zaczyna się i kończy wspólną modlitwą. Gdy jeszcze większość ludzi śpi, oni o 3.30 rozpoczynają dzień brewiarzową modlitwa Godziny Czytań. Przed mszą św. o godzinie 6.00,jest czas na Anioł Pański, czytanie duchowne, Jutrznię. Msza św. celebrowana jest przy ołtarzu w prezbiterium, bez śpiewu i jakiegokolwiek instrumentu muzycznego, ponieważ  w konstytucjach kamedułów zapisano: „Zgodnie z naszą dawną tradycją rezygnujemy ze śpiewu liturgicznego. Podkreślamy w ten sposób granicę , jaka nas dzieli jeszcze od radości Jeruzalem niebieskiego”. Po mszy św. dalej trwa modlitewna obecność przed Bogiem: modlitwy brewiarzowe (przedpołudniowe). Różaniec  i dopiero o 7.30  śniadanie. Do południa jest czas na pracę fizyczną. Za piętnaście dwunasta – modlitwy brewiarzowe (południowe), o 12.00 – Anioł Pański i obiad. O godz. 14.00 brewiarzowa modlitwa popołudniowa, a po niej znów czas  na pracę fizyczną . O 17.00 kolacja a później o 17.30- czytanie – czytanie duchowe, 18.30 – nieszpory i litania. Dzień kończy brewiarzowa modlitwa o godzinie 19.15. wieczorny spoczynek o 21.00. I tak każdego dnia. A wszystko po to, aby być zjednoczonym z Bogiem w modlitwie i kontemplacji[1].
                    Nie odprawiają funkcji duchownych dla ludu, a kościoły ich otwarte są tyko dla mężczyzn. Centrum liturgicznym dnia jest Msza św., która powinna być koncelebrowana. Jakkolwiek przepis ten pozostaje w zgodzie z orzeczeniami Soboru Watykańskiego II i przepisami Kodeksu Prawa Kanonicznego z 1983 roku, to jednak zmienia dotychczasową tradycję wywodzącą się od Grimlaca a przyjętą przez św. Romualda , iż każdy kapłan mógł posiadać własną  kaplicę w swej celi, w której dozwolono mu sprawować  Ofiarę Eucharystyczną. Eremici zobowiązani są także do odmawiania Liturgii Godzin zgodnie z zatwierdzonym porządkiem dnia, jakkolwiek śpiew jest wykluczony. Jedynie w dniu kilku największych uroczystości wstęp jest dozwolony kobietom, obecnie jest on możliwy każdego trzeciego dnia miesiąca.
                 Nabożeństwa odbywają się tu w cichości, bez śpiewu. Kościoły ich nie posiadają organów. Modlitwy wspólne w chórze, częściowo nucone półgłosem, odbywają się siedem razy na dobę, zatczynając jutrznią o północy. W zimie , w czasie ostrych mrozów, wstawanie w nocy i przechodzenie przez ogród i dziedziniec do kościoła, nieraz po skrzypiącym śniegu, należy do przykrzejszych i cięższych obowiązków. Krążące zresztą dość powszechnie mniemania o jakichś wyrafinowanych umartwieniach, jak np. że zamiast łóżek maja trumnę do spania i kładą cegłę pod głowę, i że przy spotkaniu witają się nawzajem memento mori, należą do dziedziny legend. Sypiają w twardym sienniku, z twardą pod głowę poduszką.
                   Elementem mającym jednoczyć daną wspólnotę eremicką jest również urząd przeora. Przełożony nie będąc sam opatem, ma się stosować do rozdziałów 2 i 64 świętej Reguły Ojca Benedykta, a w szczególności powinien być znakiem miłości dla swych miłości dla swych poddanych. Sposoby realizacji jego służby mogą przybierać rozmaite formy od zachęty braterskiej, przez okazywanie uczucia ojcowskiego lub karanie eremitów, a skończywszy na głoszeniu słowa Bożego oraz na należytym zaopatrzeniu biblioteki w książki.
                    Do przeora należy także wizytowanie cel braci dla nawiązania z nimi kontaktu osobistego i zorientowania się w ich potrzebach oraz postępie życia duchowego.  Jakkolwiek przeorzy są przełożonymi podległych im braci, to jednak sami winni okazywać ufność i uległość oraz cześć względem ojca majora, a w ważniejszych sprawach radzić się swoich konsultorów. Oczywiście przeor zwolniony jest z pewnych przepisów życia jak np. milczenia jest on przecież zmuszony porozumiewać się ze światem reprezentować zgromadzenie na zewnątrz, przyjmować gości. Wolno mu z nimi jeść obiad – lecz w osobno na to przeznaczonym refektarzu.
                 Wspólnoty emiracie, będące osobami prawnymi posiadają zdolność nabywania, posiadania. Zarządzania i alienowania dóbr doczesnych , zgodnie z Konstytucjami. Należy jednakże wykluczyć w tych aktach wszelkie formy luksusu, nadmierne zyski i gromadzenie dóbr dla ułatwienia, zabezpieczania i wyrażenia eremickiego sposobu życia Kamedułów w ubóstwie ewangelicznym. Dlatego też budynki eremu powinny być proste, choć funkcjonalne i estetycznie utrzymane. Jakkolwiek pustelnicy mogą przyjmować różnego rodzaju jałmużny, to może jednak sami winni się troszczyć o przeznaczenie odpowiedniej części dochodów eremu na potrzeby Kościoła i na pomoc potrzebującym, a obowiązek ten spoczywa na przeorze i rządcy.
                      Podejmowanie gości nawet na nocleg należy do zwyczaju eremów kamedulskich, które w tym celu mają zwykle osobne zabudowanie z salonem i pokojami gościnnymi. Mieszkają tam nieraz osoby świeckie, odprawiające rekolekcje, lub w ogóle szukające chwilowego schronienia. Oprócz przeora zwolnionym jest z części przepisów życia pustelniczego prowizor czyli cellerarius, zajmujący się administracją majątku i prowadzeniem gospodarstwa. Eremy bowiem posiadają zwykle dobra ziemskie. Obok księży i kleryków są także przy eremach bracia zakonni, zatrudnieni przy gospodarstwie domowym i mogący również komunikować się z publicznością. 
                 O. Ambroży od listopada 2003 roku pełni funkcję przeora eremu na Srebrnej Górze, bardziej znanego jako klasztor na Bielanach pod Krakowem.
Kiedy zaczynamy rozmawiać o życiu zakonnym na początku nowego stulecia, o.Ambroży często odwołuje się do przykładów i reguł z przeszłości, ale podkreśla istotę życia eremickiego, które „jest nastawione na przebywanie w bezpośredniej bliskości i obecności Boga”. Dlatego „trzeba porzucić swoje przyzwyczajenia, czasem nawet zdolności i poświecić się tylko modlitwie”.
                     O. Ambroży przyznaje, że warunkiem wejścia w tę rzeczywistość jest porzucenie tzw. świata, ale nie oznacza to jakiejś ucieczki od ziemskiej rzeczywistości. „Po prostu nie potrzebujemy tego wszystkiego, czym żyją współcześni ludzie, ale z drugiej strony większość produktów żywnościowych kupujemy w normalnych sklepach czy hurtowniach, musimy się starać, a czasem nawet wykłócać, o dotacje na odnowę naszych zabytkowych budynków czy załatwiać różne sprawy w urzędach” – wylicza tylko niektóre punkty styczności ze światem. W eremie jest także prasa – wiadomości KAI i „Gość Niedzielny”. Oczywiście nikt nie korzysta w radia czy telewizji. Najważniejsza zasada życia eremickiego pozostaje niezmienna: umrzeć dla grzechu, aby kochać cały świat w Bogu.

środa, 11 grudnia 2013

Najważniejsze elementy współczesności


W mojej pracy starałam się opisać najważniejsze według mnie elementy współczesności: Ruch New Age, globalizację, kryzysy myślenia, obyczaje, problemy współczesnych mediów i to co być może czeka nas w najbliższej przyszłości.
Nie jestem ani szamanem, ani prorokiem, tylko zwykłym czytelnikiem teraźniejszości, który próbuje, świadom związanego z tym ryzyka, myśleć publicznie, aby nadać pewien porządek własnym poglądom. Nie mam też do zaproponowania żadnego lekarstwa. Sądzę jednak, że należy odrzucać obie skrajne tendencje: przeszłościową i przyszłościową. Pierwszą, ponieważ prześrodkowanie czasu jest wpisane w fakty, co sprawia, że jesteśmy skazani na życie w wychyleniu ku przyszłości. Drugą, ponieważ jednym z powodów kryzysu w jego wymiarze politycznym zdaje się nadmierne zerwanie z przeszłością i spowodowane tym zakłócenie równowagi.

Pozostaje do wynalezienia droga pośrednia. Być może ktoś już gdzieś ją toruje, choć sam o tym nie wie i choć my nie umiemy jej zauważyć.

wtorek, 12 marca 2013

Ekologia



To, co dla nas jest współcześnie czasem niepojętą, już magiczną czynnością, wyrazem przesądnego myślenia, było jeszcze na początku XX wieku (a dla niektórych jest również i teraz) zrozumiałe i stanowiło powszechnie akceptowaną prawdę. Mam tu na myśli dawne zabiegi skupiające swą uwagę na ekologii. Oczywiście, że dawna ludność nie znała samego pojęcia, wiedziała natomiast, że nie wolno zanieczyszczać rzek, a jeśli ktoś to czyni, to może ponieść sankcję transcendentalną, gdyż wchodzącemu do bram niebieskich, św. Piotr utnie wrotami pięty.[1] Czasem sankcja przed pluciem w rzekę była jeszcze bardziej wpisana w zasady religii. „Kto pluje w rzekę, ten pluje Matce Boskiej w twarz”. Tak brzmiał wyrok przekazywany przez pokolenia; wystarczyło to, aby pilnować czystości rzek. To samo dotyczyło szeroko pojętej przyrody. Wszak z drzewami owocowymi rozmawiano, prosząc je, by rodziły, ale nie wolno było w nie kopać. Ta swoista antropomorfizacja brała się z wiary, że człowiek jest cząstka otaczającego go świata. To, czego nie chce, aby jemu wyrządzić, nie powinien sprawiać otoczeniu. Dla dawnej społeczności zwyczaj i wierzenia były przejawem obyczaju i były tak samo realne, jak dziś świadomość, że nasz komputer złapał jakiś wirus.


[1] Za: D. Symonides, Wierzenia i zachowania przesądne, w: Folklor Górnego Śląska, Monografia pod red. S. Symonides, Katowice 1989, s.234.

wtorek, 12 lutego 2013

Dwubiegunowość postrzegania


Taka dwubiegunowość i powodowane przez nią napięcia zdają się właściwie wszystkim ideologiom, które zdołały na dobre czy na złe pozostawić ślady w historii. Te, które porażone ostrym delirium twierdziły, że fakty są głupie i poważne proponowały, by brano pragnienia za rzeczywistość, miały na ogół słomiany żywot: po wybuchu młodzieńczego entuzjazmu, ich zwolennicy stawali się na ogół garstką nawiedzonych, zamurowanych w autystycznej izolacji. Przeżyć, narzucić się i wbudować w trwałe instytucje – niekiedy o trwałości betonu i drutów kolczastych – udaje się tylko ideologom pretendującym do poszanowania faktów (innych dla każdej), których diagnozy i przewidywania ojcowie – założyciele i pierwsi zwolennicy uważają bez wahania za prawdziwe; ideologiom, które stapiają w jedno opisy i imperatywy, postawę konserwatywną i postawę rewolucyjną, „naukę” i „utopię”, które umieją uzasadniać swe  pragnienia odwołując się do przeżytych doświadczeń, wprawiać wizje przyszłości w przekonywające obrazy teraźniejszości, przedstawiać to, co pożądane, jako osiągalne, to, co pociągające, jako prawdopodobne lub nawet pewne.

środa, 2 stycznia 2013

Chrześcijaństwo


Tylko tworząc przyszłość tworzy się lub odtwarza sens, który nawet jeśli istniał w przeszłości, uległ zatarciu.  „To przekonanie, konstytutywne dla wszelkich ideologii, nadaje im orientację czasową przeciwną tej, która jest właściwa religiom, i rodzi między tymi dwoma typami wierzeń trwałą wrogość o natężeniu zależnym każdorazowo od stopnia przywiązania danej religii do przeszłości i od woli danej ideologii zerwania nawet  z teraźniejszością, będącą zawsze pod wieloma względami przedłużeniem przeszłości.”[1] Gdy chrześcijaństwo, a zwłaszcza katolicyzm zderza się z komunizmem, konflikt ten przybiera postać skrajną. Najbardziej doskonały wyraz poczucia ciągłości historycznej, szacunku dla tradycji, postawy kultowej wobec przeszłości świętej, ogarniającej bez trudu całą przeszłość – katolicyzm jest w kulturze europejskiej, którą przenika od prawie dwóch tysiącleci, wzorem wierzenia religijnego. Komunizm, zwrócony według własnych oświadczeń ku przyszłości, której podporządkowuje teraźniejszość, przygotowując rewolucję, po której spodziewa się wprowadzenia człowieka w nowy świat społeczny, gdzie dziedzictwo przeszłości straci wszelką wartość, twierdząc, że jest w stanie odmienić życie – jest z kolei przykładowym wcieleniem wierzenia ideologicznego. Jednak, przez odwrócenie paradoksalne, tylko z pozoru, katolicyzm funkcjonuje nie tylko jako religia, ale również jako reakcyjna ideologia, podczas gdy radykalny komunizm, pozostawiając ideologię hiperpostępową, nabiera cech mesjanicznej religii. „Te graniczne tendencje, które proponują wykluczające się rozwiązania tych samych problemów i których licytacja sprawia, że integryzm staje się coraz czarniejszy, a radykalizm coraz czerwieńszy, odradzają się stale w ramach właściwych sobie wierzeń, pchając ich konfrontację w kierunku niszczycielskiej przemocy.”[2] Katolicyzm i komunizm jako organizacje mogą oczywiście zawierać kompromisy, zwłaszcza w sytuacji, gdy jeden nie może podporządkować sobie ani pozbyć się drugiego. Ale takie kompromisy nie mają żadnej trwałości historycznej. Są tylko wyrazem przejściowego stosunku sił i nie potrafią zgasić konfliktu, który będzie chyba trwał tak długo, jak ci którzy go popierają.


[1] Krzysztof Pomian, Kryzys przyszłości, w: Rozmowy w Castel Gandolfo, O kryzysie, Res Publica, Warszawa 1990r., s.112.

[2] Krzysztof Pomian, Kryzys przyszłości, w: Rozmowy w Castel Gandolfo, O kryzysie, Res Publica, Warszawa 1990r., s.114.

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Dzisiejszy kryzys przyszłości



Dzisiejszy kryzys przyszłości wyraża się przede wszystkim w niezdolności ideologii do zachowania tej podwójnej twarzy w sposób wzbudzający uznanie, gdyż ich prognozy lub mniej czy bardziej wymyślne symulacje proponują nam tylko scenariusze, z których żaden nie jest szczególnie rozweselający. Nie znaczy to, że ideologie umarły; pogrzeby, na które już niejednokrotnie zapraszano publiczność, musiały być odwołane z braku nieboszczyka. Ale władza ideologii czerpie teraz swą siłę w dużej mierze z rutyny, często nawet ze strachu, a zarazem wszędzie ustępuje po trosze pola religii, która znowu stała się ofensywna, jak gdyby przez nawrót do przeszłości próbowano uspokoić trwogę, jaką budzi przyszłość. 
Nic w tym dziwnego; wszystkie instytucje, których przeglądu dokonałam, ponieważ ucieleśniają bardziej niż inne przyszłościowe nastawienie naszego świata, wydają się w rzeczy samej przeżywać okres poważnego rozchwiania; lekarstwa, które miały je uzdrowić, są, jak dotąd, nieskuteczne. Inflacja zmniejsza stopniowo siłę nabywczą pieniądza i wprowadza niepewność w stosunki pomiędzy pracodawcami a pracownikami, w mechanizmy kredytu i wymianę międzynarodową. Inflacja innej natury zmniejsza wartość dyplomów szkół wyższych, co podaje w wątpliwość cały system nauczania, gdyż rujnuje odpowiedzialność, jaka istniała między zaliczonymi sprawdzianami a uzyskanymi sprawnościami. Bezrobocie osiąga rozmiary coraz bardziej tragiczne; są wprawdzie kraje, w których  nie występuje, ale za cenę biedy i ucisku. Zarządzanie ubezpieczeniami społecznymi i funduszami emerytalnymi stwarza wyjątkowo poważne problemy, które prawdopodobnie będą coraz ostrzejsze z powodu starzenia się społeczeństw. Wszystkie te fakty opisywane po tysiąc razy, choć ich głębokie pokrewieństwo nie było dostatecznie podkreślane, skłaniają do uznania obecnego kryzysu za coś więcej niż zwykłe zakłócenie w funkcjonowaniu gospodarki. Albowiem wszędzie, gdzie uderza, a uderza wszędzie, upośledza w pierwszym rzędzie państwo w jego roli gwaranta przyszłości.